Menu użytkownika

Informacje

Serwis wykorzystuje pliki cookies.

Ruch Światło-Życie Bydgoszcz © 2018



niedziela, 19 lutego 2012 23:00

Świadectwa ekumeniczne

Przed 25 rocznicą śmierci ks. Franciszka Blachnickiego

Jak Ojca Franciszka odbierali przedstawiciele innych wyznań chrześcijańskich? Przedstawiamy dwa świadectwa osób, z którymi współpracował w latach siedemdziesiątych.


W misji

W latach 70. i 80. miałem zaszczyt współpracować bezpośrednio z ojcem Blachnickim. Okres spędzony w Polsce wspominam bardzo ciepło, bo ojciec Blachnicki odegrał szczególną rolę w moim życiu. Jako młody chrześcijański lider dużo się uczyłem od niego. Widziałem jego odwagę, jego wiarę, jego wizję, miłość do Chrystusa i zaangażowanie w misję Chrystusa - to wszystko miało na mnie bardzo duży wpływ.

Przez dziesięć lat współpracowałem bezpośrednio z ojcem Blachnickim. Przeciętnie raz w miesiącu spotykaliśmy się na parę godzin czy na cały dzień. Bardzo podobał mi się też jego humor. Lubił się śmiać i nieraz był bardzo dowcipny. Pamiętam taki moment latem 1980 r., tuż przed strajkami i powstaniem „Solidarności”. Byliśmy razem w Krościenku i pewnego wieczoru Ojciec mówi: chodź na kolację i obejrzymy wieczorny „Dziennik”. W czasie „Dziennika” atakowali oazę i nas po imieniu. Jako młody lider bałem się, mówiłem, że to jest okropne, bo w „Dzienniku” mówili bardzo złe rzeczy o ruchu oazowym, mówili, żeby nie wysyłać młodzieży na te rekolekcje, że współpracują z tym ruchem Amerykanie i dodawali różne fałszywe rzeczy. Ja się bałem, ale patrzyłem na Ojca - a on się bardzo śmiał. Pytałem, dlaczego się śmieje. A on mówi, że to bezpłatna reklama.

Nauczył mnie wtedy czegoś bardzo głębokiego, czego się trzymam do dzisiaj - że jeżeli nawet dzieje się coś złego, jeżeli coś wygląda źle, Bóg może to dopuścić dla swego dobra, dla nas i dla naszej wspólnej misji.

Ojciec miał też wielką wizję dla filmu „Jezus”. Polska była drugim krajem na świecie (pierwszym były Stany Zjednoczone), który miał film „Jezus”. Ojciec pragnął, aby każdy człowiek w Polsce w tamtych latach miał okazję ten film zobaczyć. I miał ogromną wizję, jak docierać do wszystkich - w tym właśnie współpracowaliśmy.

Spotykaliśmy się gdzieś w Polsce przeciętnie raz w miesiącu. „Gdzieś w Polsce”, bo ks. Blachnicki bardzo lubił jeździć po całej Polsce.

Bardzo dokładnie pamiętam spotkanie z Ojcem w Wadowicach, w miejscu urodzenia papieża Jana Pawła II. Pojechaliśmy tam jednak nie dlatego, że to miejsce urodzenia papieża, tylko dlatego że mieszkał tam drukarz, który miał nam doradzić jaki sprzęt kupić, żeby wyposażyć dla Ojca podziemną drukarnię (takie mieliśmy wówczas plany). Spotkaliśmy się tam, żeby wszystko zaplanować, a później było to realizowane. Po spotkaniu z drukarzem w Wadowicach, Ojciec spytał mnie dokąd jedziemy, gdyż był tam też ze mną mój teść. Mówię Ojcu, że jedziemy z Wadowic do Oświęcimia, żeby zwiedzić obóz Auschwitz. A on na to: „Słuchaj, pojadę z wami i sam was oprowadzę”. Wcześniej byłem wiele razy w Oświęcimiu i później byłem wiele razy w Oświęcimiu, ale nigdy nie przeżyłem tego tak, jak wówczas, idąc przez obóz z kimś, kto tam był. Było to bardzo wzruszające doświadczenie i nigdy tego nie zapomnę. Byliśmy bardzo wzruszeni, wsłuchani w opis jego przeżyć.

Tak się też złożyło, że to ja odwiozłem Ojca na lotnisko i byłem z nim w ostatnich chwilach spędzonych na polskiej ziemi. Spotkaliśmy się tego dnia rano i prosił mnie, bym po południu odwiózł go na lotnisko. Odleciał do Norwegii i nigdy już nie mógł wrócić do Polski. Zachowałem ten moment w sercu. To ważne, że te ostatnie chwile spędziliśmy razem.

W czasie pobytu Ojca w Carlsbergu często utrzymywaliśmy kontakt, co pewien czas spotykaliśmy się. Kiedy umarł i zawiadomiono mnie o tym telefonicznie, od razu przyjechałem. Byłem z kolegą na pogrzebie i mogłem przedstawić tam krótkie wspomnienie.

Larry Thompsom

Larry Thompson jest odpowiedzialnym Ruchu Nowego Życia na Europę środkowo-wschodnią.

Powyższy tekst stanowi fragmenty wystąpienia na XXXIII Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie, opr AKJ.

W jednej drużynie

Miałem okazję wielokrotnie spotykać się z ojcem Franciszkiem Blachnickim pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych.

Wraz grupą przyjaciół mieliśmy wtedy chrześcijański zespół muzyczny DEOdecyma (dziesięciu dla Boga), byliśmy ewangelikami i w owych czasach dużej posuchy duchowej - jeździliśmy po wielu kościołach po całym kraju starając się wskazywać na jedyną Nadzieję, którą jest Jezus Chrystus. Przyjmowali nas jedynie tylko ci najbardziej otwarci i ...odważni księża. Pewnego razu dostaliśmy zaproszenie do Krościenka. Od razu spotkaliśmy się z gospodarzem miejsca, Ojcem Franciszkiem Blachnickim. Był bardzo bezpośredni, otwarty, przyjazny, dla każdego miał czas, kochał ludzi - już po kilku zdaniach widzieliśmy jego pasję, by pozyskać Polskę dla Chrystusa. Pasję i zarazem praktyczne podejście. Wskoczyliśmy na tę samą długość fali... To nie były jakieś teoretyczne dyskusje - każda rozmowa kończyła się konkretem i ustaleniem kolejnego terminu...

Pierwszy koncert w Krościenku? Mieliśmy dobre nagłośnienie, ale dobre do kościołów... W amfiteatrze - nasze głośniczki były na pełnej mocy, wychodziliśmy z siebie - no cóż, przyjęcie było wspaniałe! Wywarło to na nas naprawdę wielkie wrażenie Bożego działania, także w kolejnych dniach, gdy jeździliśmy do kolejnych dolin odwiedzać rozproszone grupy, gdzieś w stodołach, śpiących na sianie, z bardzo prostymi posiłkami - a tak szczęśliwych, otwartych przeżywających odkrycie osobiste Chrystusa... Było wtedy na oazach trochę Amerykanów - oni także przeżywali niezwykły czas! Prawdziwe przebudzenie...

Kolejnym razem w Krościenku trafiłem akurat na moment, gdy pod górkę podjechała czarna wołga z kilkoma smutnymi panami... Nigdy nie zapomnę, jak Ojciec stojąc na balkonie prowadził z nimi rozmowę, której przysłuchiwała się (i żywo reagowała) około setka młodzieży. Panowie mówili: „Nie macie zezwolenia, by tu cokolwiek organizować”. Odpowiedź: „A dlaczego nie? przecież dawno wysłaliśmy pisma”. „Nowy budynek (kaplica) się zawali, nie jest dopuszczony”. Odpowiedź: „Jestem pewny, że jest solidny”. Padły słowa: „Ostatni raz tak ciemiężyło ludzi gestapo, po co przyszliście, co wam robimy?” No cóż, nie mieli dobrej odpowiedzi, więc zaplombowali kaplicę - którą zaraz po ich wyjeździe procesyjnie otwarto ku wielkiej uciesze zebranych... Wtedy była to naprawdę wielka odwaga...

Raz też przywiozłem do Krościenka Pastora Mike'a MacIntosha, (który później w latach 2004 i 2006 był głównym mówcą na Festiwalu Życia w Wiśle). Dzielił się swoim potężnym świadectwem nawrócenia przed przepełnionym amfiteatrem, wprowadzony przez Ojca. Porywające wystąpienie, którego nigdy nie zapomnę... tysiące rąk w górze... A potem, gdy wracaliśmy samochodem do Wisły na kolejne nabożeństwo w kościele katowickim - mieliśmy „ogona”, aż do samej furty...

Ojciec Franciszek Blachnicki był bardzo otwarty na szczerą współpracę z innymi biblijnie wierzącymi chrześcijanami z innych wyznań. Wyprzedzał swoją epokę co najmniej o jakieś 20 lat... Wrogiem dla niego było zeświecczenie, zniewolenie systemu i zakłamanie, a nie inne denominacje... Ewangelizując, mówiąc tylko o Chrystusie - byliśmy w „jednej drużynie”.

Potem spotykaliśmy się jeszcze w Lublinie, gdzie jego wizja mnie zaszokowała! Ja mam wielkie marzenia - jego były jeszcze znacznie większe... Siedem domów, plany wielu nowych centrów w innych miastach - by ludzie mogli poznać osobiście Chrystusa...

Jak bardzo się cieszę, że po wielu latach nadal blisko współpracujemy z Ruchem Światło-Życie w wielu projektach - na przykład w świetnym internetowym projekcie ewangelizacyjnym www.szukajacBoga.pl - modlimy się o siebie, stanowimy bliską rodzinę. Nie są to puste słowa. Jedność w Chrystusie jest faktem!

Henryk Król

Henryk Król jest dyrektorem studia DEOrecordings z Wisły

świadectwo opublikowane w 165 numerze "Wieczernika"

Za: Oaza.pl

 

Znak Roku

znak_roku.jpg